Czy Unia Europejska zbankrutuje?
Oto w ostatnich dniach kanclerz Niemiec zaprosił do siebie premierów Szwecji, Finlandii, Austrii i Niderlandów, czyli znaczącą część legendarnego, choć nieformalnego, "Klubu Skąpców", a więc bogatych państw członkowskich Unii Europejskiej, które ze względu na własne interesy (a może też i z powodu zwykłej odpowiedzialności ekonomicznej) nie chcą zwiększać unijnego budżetu.
Komunikat z owego spotkania szefów rządów przerażonych stanem finansów UE poszedł jednoznaczny: nie ma mowy o unijnym budżecie w wysokości dwóch bilionów euro! A przecież projekt budżetu siedmioletniego (2028-2034) o takiej wysokości promuje niemiecka przewodnicząca Komisji Europejskiej – rodaczka gospodarza owego spotkania. Nie tylko zresztą rodaczka, ale też towarzyszka partyjna z CDU.
Tyle że w praktyce mamy tu jeszcze większą kakofonię, bo z kolei bardzo ważny doradca Frau von der Leyen, czyli ekspremier Włoch, były szef Europejskiego Banku Centralnego (i banku centralnego Italii też) Mario Draghi mówi coś kompletnie odwrotnego od przesłania "silnej grupy pod wezwaniem" kanclerza Friedricha Merza. Apeluje on o... jak największe zadłużenie się UE, bo tylko w ten sposób, według niego, Unia Europejska może... dogonić USA i Chiny! Ba, wymienia nawet równie konkretną, co astronomiczną kwotę 700 miliardów euro rocznie (czyli równowartość tzw. KPO), co jest istny horrendum. Nie mówiąc już o tym, że Unia już kiedyś przygotowała Strategię Lizbońską, która zakładała prześcignięcie Stanów Zjednoczonych Ameryki w roku 2010.
To, że w Waszyngtonie śmieją się z tego do tej pory, to pół biedy. Gorzej, że pomysł, aby totalnie się zadłużając i balansując na granicy bankructwa gonić Amerykę (i Chiny) wręcz zaprasza do katastrofy gospodarczej Starego Kontynentu.
Ostatnie raporty Europejskiego Trybunału Obrachunkowego (ETO), czyli unijnego "NIK-u" z siedzibą w Luksemburgu, jednoznacznie wskazują, że sytuacja finansowa UE jest najtrudniejsza w jej historii. Groźba spłacania długu zaciągniętego "z rynku" na wspomniane KPO w wysokości nie 13-14 miliardów euro rocznie, jak planowano, ale 30-35 miliardów (sic!) rok w rok może stać się dla UE "mieczem Damoklesa". Tymczasem na brukselskim "Titanicu" orkiestra gra.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.